9 lutego 2016

Koncert Imagine Dragons w Polsce


2 lutego tego roku stało się coś niemożliwego. Miałam szansę usłyszeć i zobaczyć jeden z najlepszych zespołów jakie znam. Uwaga, uwaga! Właśnie w ten jedyny dzień w roku byłam na koncercie Imagine Dragons w Łodzi. Wybrałam się tam z mamą oraz przyjaciółką. Postaram się przybliżyć Wam ten cudowny dzień. A może sami byliście na koncercie? Piszcie w komentarzach!


Wszystkie dni w kalendarzu skreślone. Nadszedł dzień, na który czekałam od maja, właśnie wtedy ogłoszono przyjazd ID. Razem z klasą wybrałyśmy się do teatru. Po zakończeniu sztuki musiałyśmy dobiec do auta, wrócić do domu, przebrać się, zjeść i od razu jechać. Poszło jak po maśle. Droga nie taka długa jakby się wydawało. Przegadałyśmy z Zuzą cały czas, słuchając przy tym Michaela Jacksona. Problem zaczął się przy wjeździe do Łodzi, gdzie radośnie przywitały nas korki. O dziwo z parkingiem nie było, aż takich kłopotów. (Schowałyśmy się za ciężarówką!)
Po wejściu na arenę skierowałyśmy się do miejsca obowiązkowego zwiedzania, czyli toalety. I tu chciałabym się zwrócić do czytelników płci pięknej. DLACZEGO ZAWSZE SĄ TAKIE DŁUGIE KOLEJKI DO DAMSKIEJ TOALETY?! Ja rozumiem, że sztuka układania papieru toaletowego na desce jest pracochłonna, ale błagam, litości...

Supportem był zespół LemON, który utrzymuje zaszczytne miejsce w mojej playliście. W trakcie okrążania areny (miejsca po drugiej stronie wejścia zawsze spoko) usłyszałyśmy pierwszy utwór, rzuciłyśmy się pędem do naszego sektora. Zespół wypadł na prawdę świetnie, choć nie porwał tłumów. Zagrał moje ulubione kawałki, "Nice" i "Scarlett".

Panowie i panie, nie tak szybko. W tym miejscu muszę przerwać ponieważ, nie mogło się obejść bez wpadki. Nasze miejsca nie do końca były "nasze". Pomyliłyśmy trybuny "O" z "P". Po przeniesieniu okazało się, że mamy o wiele lepszy widok niż wcześniej! (Farciary)

Nareszcie, zaczęło się. Z perspektywy czasu nie umiem nawet opisać uczuć towarzyszących przy tak ogromnym wydarzeniu. Trzeba samemu poczuć te ciarki na skórze, usłyszeć pierwsze dźwięki wydobywające się z ogromnych głośników, zobaczyć pierwsze błyski reflektorów. Chłopaki spisali się nawet lepiej niż przypuszczałam. Było tyle niespodzianek! Po raz pierwszy przekonałam się do "The Fall" i "Trouble". Zuza natomiast do wszystkich sławnych z radia piosenek, od których na powitanie chciało jej się wymiotować. Mojej mamie też się podobało, choć wielką fanką nie jest lubi sobie ich czasem posłuchać. Wszystkie akcje (światełka na "Dream", kartki "Poland is bleeding out" i.t.d) udały się. Jedyne do czego mogę się przyczepić to to, że "Dream" i "Smoke and Mirrors" zostały połączone w jeden kawałek. Na obie te piosenki bardzo liczyłam.


Nie umiem dokładnie powiedzieć, co się stało. Na takich koncertach czuje się, jak w innym świecie. Choć piszę to w sobotę dalej żyję wtorkiem i nie mogę przestać, a przecież trzeba wracać do nauki. Uważam, że każdemu przydałby się taki mały reset na start nowego semestru. Jeśli chcecie inne koncertowe posty piszcie, bo na nie jednym koncercie się w życiu pojawiłam :)

MAŁY DODATEK
Pozdrawiam wszystkich koncertowiczów z McDonalda w Piotrkowie Trybunalskim. Było naprawdę zabawnie!

(Wystąpił duży problem z przegrywanymi zdjęciami, więc nie wiem, czy je ujrzycie)

1 komentarz:

  1. Tak strasznie żałuję, że nie mogło mnie tam być razem z wami :C Niestety moi rodzice do koncertów są nastawieni dość sceptycznie, więc mogłam sobie tylko pomarzyć... Może następnym razem mi się uda, bo usłyszenie Smoków na żywo jest jednym z moich marzeń. Dziękuję, że choć trochę przybliżyłaś mi te emocje, przeżycia z koncertu, bo mimo że czytałam i oglądałam już dużo tekstów, zdjęć na ten temat, każde kolejne sprawiają, że jakoś lepiej sobie to wszystko wyobrażam. To musi być niesamowite zobaczyć chłopaków na żywo, ogromnie Ci zazdroszczę :D

    OdpowiedzUsuń